Recenzja „Szkarłatnej głębi”- Krzysztof Bochus
Marek Przybyłowicz - "Czas zemsty"
Recenzja książki Adriany Locke - "Poświęcenie"
Colleen Hoover i kontynuacja "Slammed"
Recenzja książki Samanthy Young - "To, co najważniejsze"

Pościg za marzeniami - Baby Driver [RECENZJA]

by - 17:01


Jak na lekarstwo jest filmów, które mógłbym polecić zarówno miłośnikom widowiskowych pościgów jak i romansu. Zwykle te dwa gatunki nie bratają się ze sobą, a ostatni, głośny przedstawiciel takiego miszmaszu pojawił się siedem lat temu pod tytułem „Drive”. Wydany rok temu film „Baby Driver” wydaje się być duchowym spadkobiercą, nie tylko pod kojarzącą się jednoznacznie nazwą filmu, ale jak i opowiedzianej historii. Ale czy to wystarczy, aby stać się kultowym filmem?

Znane i lubiane

Fabuła nie jest nadmiernie skomplikowana. Baby (Ansel Elgort) jest kierowcą na telefon u bossa mafii, Doca. W międzyczasie poznaje Deborah (Lily James) i pragnie zerwać z kryminalną przeszłością. Można się domyślić, komu taki układ nie jest na rękę. Czy to nie brzmi znajomo? Można się pokusić o stwierdzenie, że to najbardziej sztampowy pomysł na jaki można było wpaść. Ale samą fabułą film nie stoi, a realizacją. 


Young & unafraid

„Baby Driver” to film, który powoduje opad szczęki już od samego początku. Pierwsze pięć minut to jak wstrzyknięcie adrenaliny prosto w żyły. Tak emocjonującego pościgu dawno nie oglądaliśmy i wydaje mi się, że długo nie będzie nam ponownie dane. W samym filmie ujrzymy sporo świetnie zmontowanych pościgów, które wyglądają naprawdę realistycznie, ale też jest kilka scen nieprawdopodobnych. Lecz wcale to nie przeszkadza, ponieważ Baby za kółkiem wyczynia prawdziwe piękno, które spodoba się nawet największym marudom. 

Reżyser bawi się konwencją kina gangsterskiego, pościgowego i… romantycznego. Młody bohater wydaje się nie myśleć o konsekwencjach zabawy w gangsterkę i traktuje to wszystko jak dobrą zabawę. Cały czas żyje muzyką, a muzyka żyje w nim. Nawet w sytuacji podbramkowej, gdy musi uciekać z miejsca zdarzenia, wybiera w iPodzie odpowiedni utwór do sytuacji i dopiero wtedy rusza z piskiem opon. Jednak z czasem postrzeganie świata przez głównego bohatera zmienia się. Kończy się zabawa a zaczyna walka o życie nie tylko swoje, ale również ukochanej. 


They call me Baby Driver

Muzyka w tym filmie zasługuje na oddzielny akapit. Tak silnego związku kompozycji muzycznych z filmem do tej pory nie było w kinie. Cały film jest zmontowany pod niezwykle dynamiczne utwory i to nie jest prosta łupanka w stylu „Szybkich i wściekłych”, tylko wygrzebane perełki funku, disco i popu, leżące gdzieś w odmętach archiwum wytwórni. Można się pokusić, że tak właśnie Baby widzi świat, a całość ma silny związek fabularny z bohaterem i grzechem byłoby go zdradzić. 

Nowhere to run, nowhere to hide

Gdy Baby poznaje Deborah, zaczyna się prawdziwa filmowa chemia między bohaterami. Według mnie aktorzy są świetnie dopasowani i dzięki temu nie ma wrażenia sztuczności czy przerysowania. A nie mieli łatwego zadania, mając u boku takie gwiazdy jak Kevina Spacey’ego, Jamie’go Foxxa czy Jona Bernthala. Każdy z nich ma swoje miejsce na ekranie, które wykorzystują w stu procentach. Podoba mi się to, że żaden z bohaterów nie jest przewidywalny, a samo uczucie nie jest powiedziane wprost. 


„Was he slow?”

Podsumowując, ten film jest jak jazda bez trzymanki okraszona wspaniałą muzyką. Sceny pościgów to montażowy majstersztyk, który powoduje ciarki na plecach. Również wątek romantyczny zasługuje na pochwałę, gdyż nie został potraktowany po macoszemu i wrzucony na siłę. To że ten film powstał w czasach, gdzie od produkcji ciekawych filmów ważniejsze są słupki w Excelu, jest ewenementem. Dla mnie ten film stał się kultowy, gdy wszedł do kin. Teraz macie okazję znaleźć go na DVD i Blu-Ray. Polecam z całego serca. 

Pozdrawiam
Emil Śmistek

You May Also Like

3 komentarze

  1. Czuję się zachęcona. Z chęcią zerknę w wolnej chwili, może mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam oglądać filmy i naprawdę oglądam je nałogowo :) ten tytuł już gdzieś widziałam, chyba w "Kinomaniaku" naprawdę zaciekawia, na pewno obejrzę go sobie któregoś wieczoru :)
    Pozdrawiam cieplutko myszko :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawił mnie ten film :)

    pozdrawiam, ifeelonlyapathy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń