Recenzja „Wyspy dusz”
Recenzja "Narodziny królowej"
Recenzja "Polowanie na El Chapo"
Recenzja "Wilk"
Recenzja "Dziwna pogoda"

Ant-Man i Osa [RECENZJA]

by - 15:41


Idąc na pierwszą część „Ant-mana” dałem ogromny kredyt zaufania twórcom. Rzadko się zdarza, aby studio Marvel zrobiło słaby film, jednakże przy pobocznym projekcie, takim jakim jest „Ant-man”, wszystko mogło pójść nie tak. To nie był bohater, na którego czekaliśmy w uniwersum Marvela, były bardziej „pożądane” postaci, które widzielibyśmy na dużym ekranie. Jednakże film okazał się niemałym sukcesem i ucieszyłem się, gdy po napisach końcowych ujrzałem napis „Ant-man i Osa powrócą”. Tak, też się stało w tym roku, kiedy do kin trafił „Ant-man i Osa”. 

Konsekwencje

Film zaczyna się, gdy Scott Lang, czyli Ant-man, odsiaduje wyrok w areszcie domowym za udział w wydarzeniach w Wojnie bohaterów. Jednakże nie jest mu dane spokojnie odsiedzieć go do końca, bo na horyzoncie pojawia się nowy przeciwnik zwany Duchem, który pragnie ukraść technologię Hanka Pyma, pomysłodawcy zmniejszającego kostiumu. Ponadto technologią Hanka interesuje się światek gangsterski, który widzi ogromne pieniądze na jej sprzedaży. Scott wraz z córką Pyma, Hope, znów muszą stawić czoła niebezpieczeństwu.

Rozmiar nie ma znaczenia?

Twórcy zaskoczyli mnie tym, że nie powielili schematu z poprzedniej części, tylko rozwinęli pomysł, jakim jest zmniejszanie się. Dzięki temu wraz z bohaterami możemy podziwiać świat w skali mikro, który nie służy tylko do pokazania wizualnych fajerwerków, ale według mnie to jest kolejny bohater filmu. Co nie zmienia faktu, że oglądanie tego w IMAXie powoduje opad szczęki i przebywanie w wymiarze kwantowym jest naprawdę przeżyciem iście narkotycznym. Ponadto widać, że autorzy poszli bardziej w komediowy styl i zaserwowali nam więcej gagów, nawet ocierając się o delikatny slapstick. Bardzo mi się podoba masa odniesień do popkultury, co już jest znakiem firmowym filmów z MCU. Fabuła pędzi jak rozpędzony foton i powoduje, że dwie godziny w sali kinowej mijają naprawdę szybko. Na niektórych filmach MCU, potrafiłem spojrzeć na zegarek, przy tym nie zdarzyło mi się ani razu. 


Cinematic Universe

Aktorzy bardzo dobrze wywiązują się ze swojego zadania, jednak ciężar filmu nadal spada na odtwórcę Scotta, Paula Ruddiego. Aż dziw bierze, że aktor, który wcześniej grał w miernych filmach gdzie średnia ocen oscyluje na granicy 6-6.5/10, tak dobrze poradził sobie grając główną postać w MCU. To naprawdę jest świetny wybór i wspaniała szansa, dla niemłodego już aktora. Mam nadzieje, że otrzyma jeszcze szanse zagrania w kolejnej części Avengersów. Między bohaterami widać wyraźną chemie i na każdym kroku to podkreślają. 

Ten zły

Według mnie największą bolączką tego filmu jest zły dobór antagonistów. Po tym co wyprawia Thanos w Avegners: Wojnie bez granic, wszyscy „ci źli” maleją niczym paproch na tle słońca. Twórcy scenariusza naprawdę się postarali i dali dobry motyw, z tym że nawet Ci z założenia dobrzy, robią złe rzeczy, to największe zastrzeżenie mam do roli głównego antagonisty. Czasem miałem wrażenie, że aktor nie do końca czuje się dobrze w tej roli. Natomiast światek gangsterski to najmniej udany element i uważam, że dodany na siłę, aby przedstawić dobrze zrobione sekwencje pościgowe. Dla mnie kolejnym minusem jest rozczarowujące zakończenie, które mogłoby być bardziej dramatyczne. 

Podsumowanie

Według mnie jest to jeden z ciekawszych wakacyjnych blockbusterów. Lekki i przyjemny film niepowodujący przeciążenia szarych komórek. Ponadto zawiera tonę humoru i świetne wizualne doznania. Niestety, zakończenie było trochę rozczarowujące, ale o to nie mam za złe, bo to tylko kolejna cegiełka do MCU, która będzie mieć finał już w przyszłym roku w maju. Ja czekam z niecierpliwością. Film oceniam na 5/6.

Pozdrawiam
Emil Śmistek

You May Also Like

2 komentarze

  1. Jeszcze nie oglądałam :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie widziałam pierwszej części, ale chętnie nadrobię. ;)

    OdpowiedzUsuń